Zambia – ludzie

Co było dawniej, trudno się domyślać, wiadomo tylko, że do VI wieku n.e. tereny dzisiejszej Zambii zamieszkiwali Buszmeni. Z czasem zostali wyparci na południe przez napierające z północy ludy Bantu. Aż do XIX wieku powstawały tam różne twory plemienne, które można by nazywać państwami. Potem rozpoczęła się ekspansja brytyjska. Jednym z pierwszych i najsłynniejszym odkrywcą- podróżnikiem był Szkot, pastor David Livingstone (zdjęcie).

 

 

 

 

Pod koniec XIX wieku powstała Brytyjska Kompania Afryki Południowej kierowana przez Cecila Rhodesa, która zajmowała się głównie eksploatacją surowców, zwłaszcza rud miedzi. Polegało to między innymi na wyłudzaniu umów z miejscowymi wodzami i napuszczaniu na siebie nawzajem poszczególnych plemion. Ambicją Rhodesa było utworzenie wielkiego państwa, które obejmowałoby tereny dzisiejszej Zambii, Zimbabwe, Botswany i Malawi. Nic z tego nie wyszło. W okresie międzywojennym utworzono brytyjski protektorat pod nazwą Rodezja Północna. Po drugiej wojnie światowej nasiliły się ruchy „narodowo-wyzwoleńcze”, choć trudno tu mówić o jednym narodzie. Chodziło raczej o polityczną niezależność miejscowej ludności i o to, żeby bogactwa naturalne służyły miejscowym, a nie Wielkiej Brytanii. Oczywiście we wszystkich tych politycznych niepokojach próbował mieszać niesławny ZSRR (czy młodzi wiedzą, co to było?).

18 września 1961 roku w pobliżu Ndoli (tzw. Pas Miedziowy w północno zachodniej Zambii) zginął w katastrofie lotniczej sekretarz Generalny ONZ Dag Hammarskjöld, laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Leciał, aby pojednać kongijskich rebeliantów i miejscowe władze. Taka mediacja nie podobała się wielu, bo chodziło o wielkie pieniądze z eksploatacji miedzi i polityczne wpływy w tym rejonie Afryki. Był to przecież czas tzw. Zimnej Wojny. Oficjalnie przyczyną wypadku był błąd pilota, ale wiadomo, że samolot został zestrzelony. Ciekawa historia… jakby déjà vu?

 

 

Niepodległość proklamowano w październiku 1964 roku, a pierwszym prezydentem został Kenneth Kaunda.

 

 

 

 

 

Językiem urzędowym jest ciągle angielski, ale coraz większe znaczenie zyskują języki miejscowe, zwłaszcza chibemba – język ludu Bemba. Choć każde plemię ma swój własny język, to w chibemba porozumiewają się prawie wszyscy (z wyjątkiem białych obywateli). W tym języku wydano też księgi liturgiczne Kościoła Katolickiego.

Ludność Zambii liczy ok. 16,5 miliona, z czego prawie 27% stanowią ludzie Bemba. Drugim plemieniem pod względem liczebności (13,5%) jest lud Tonga, zamieszkujący głównie południe kraju. Z większych plemion są jeszcze Chewa (na wschodzie 10%), Lozi (6,5%), Nyiha (4%), Nsenga (4%) i Bisa (niespełna 4%). Ludowi Lozi obiecywano swego czasu autonomię, a Brytyjczycy uznali króla ich plemienia, pozostałych królów nazwali chiefami. Lozi do dziś upominają się o spełnienie obietnicy.

Dominującą w Zambii religią jest chrześcijaństwo, co zresztą zapisano w zambijskiej konstytucji. Chrześcijanie stanowią 87% ludności, z czego niespełna 30% to katolicy. Coraz aktywniejsi stają się Świadkowie Jehowy i muzułmanie.

https://www.youtube.com/watch?v=Uwpj2VEv54o&feature=youtu.be

Mniej więcej ¼ ludności żyje w wielkich miastach.

Podczas naszej afrykańskiej przygody najwięcej mieliśmy  do czynienia z plemieniem Bisa, zamieszkującym głównie Dolinę Luangwy na północnym wschodzie kraju. Król tego plemienia, który ma siedzibę w Nabwalyi,  tak samo, jak inni jemu podobni, ma realną władzę, choć Zambia nominalnie jest republiką. Przywódcy poszczególnych plemion zachowali jednak niezależność i są uznawani przez państwo.

Bisa, żyjący w dolinie różnią się sposobem życia od pozostałych Zambijczyków, ze względu na odległość od wielkich miast i z powodu pory deszczowej, która praktycznie na pół roku odcina ich od świata. Szansą dla plemienia jest misja w Nabwalyi, która działa już 10 rok, a także droga, o której budowę ciągle zabiegają król i duszpasterz. Wielokrotnie już władze obiecywały budowę drogi (ok 140 km), ale ciągle coś stoi na przeszkodzie. Udało mi się podczas jednej z rozmów usłyszeć, że w interesie rządu jest to, aby ludzie z doliny w ogóle się wynieśli, bo wtedy można by połączyć w jedno dwa wielkie Parki Narodowe, gdzie odbywają się safari dla bogatych gości z całego świata. Czy tak jest naprawdę, nie wiem, ale drogi jak nie było, tak nie ma. Obecnie ks. Waldemar sam próbuje umacniać najtrudniejsze odcinki, żeby stworzyć szansę jakiejkolwiek komunikacji w porze deszczowej.

20 sierpnia 2018 roku w wieku 86 lat, zmarł król plemienia Bisa (na poprzednim zdjęciu). Dziś nie wiadomo jeszcze kto będzie jego następcą. Sprawa sukcesji jest w tym plemieniu bardzo skomplikowana. Powinny dziedziczyć dzieci siostry króla, ale jak to zwykle bywa, ci, którzy się nadają, nie za bardzo chcą, a ci, którzy się nie nadają bardzo by chcieli. Zmarły król był gorliwym katolikiem. Dzięki jego determinacji mogła powstać i rozwijać się misja w Nabwalyi. Co będzie dalej? Trzeba się modlić.